Można w sercu poczuć wezwanie do
podjęcia pracy z grzybami, a jednocześnie odczuwać strach. Jednak strach jest wyłącznie
"narzędziem" umysłu, który chce zachować swoją "twardą, stałą"
strukturę, chce nadal panować nad sercem i utrzymywać je zablokowane. Dlatego kiedy
odczuwamy wezwanie i podążymy za nim, może pojawiać się także coraz większe
zaufanie. A im większe zaufanie, tym więcej jesteśmy w stanie przyjąć
uzdrawiającej mocy "świętych grzybów".
Procesy, które się zadziewają w trakcie ceremonii ze "świętymi
grzybami", nie są łatwe, są trudne. Ale to właśnie ta trudność przyczynia
się do uzdrawiania i poznawania natury umysłu dzięki coraz większej świadomości
rozświetlającej różne zakamarki naszych umysłów. To niewidzialne światło świadomości
rozświetla te części umysłu, w których ukryty jest nasz "cień" i
wtedy możemy się jemu przyjrzeć. Ten "cień", który ogranicza nasz
potencjał, naszą błogość i radość istnienia. To ta część Siebie - naszej Istoty,
której zaprzeczamy, którą odrzucamy i oceniamy na przykład widząc ją w innych. A
w trakcie ceremonii mamy także możliwość poznawania Siebie i swojego potencjału.
poddając się w całkowitym (lub maksymalnym, na jakie nas stać w danej chwili) zaufaniu
temu doświadczeniu.
Akt poddawania się sam w sobie jest uzdrawiający, ma
terapeutyczne znaczenie i może doprowadzić do uwolnienia się od wszelkich
traum, lęków, do przyjęcia tego, co ukryte w naszej "strefie cienia".
W ten sposób odzyskujemy swoją energię, która tam "utknęła" i stajemy
się silniejsi, uzdrawiamy sami Siebie. Mamy możliwość uwolnienia się od
oczekiwań, zaakceptowanie Siebie, możemy wreszcie zacząć kochać Siebie. Możemy też mieć piękne wizje, które przypominają o pięknie i cudzie życia i głębi naszej esencji...
Ceremonie ze "świętymi roślinami" to proces
integrowania traum, integracja wszystkich aspektów Siebie. Proces integracji w życiu codziennym jest tak samo ważny jak ceremonia, a może nawet ważniejszy niż sama ceremonia
ze "świętymi grzybami", ponieważ proces ten może być, a nawet
powinien - jeśli chcemy poznawać siebie - być kontynuowany w życiu codziennym.
Wtedy zaczynamy być coraz bardziej świadomi tego, jak tworzymy swoje własne
życie i jaki mamy wpływ na to, w jaki sposób je przeżywamy, dlaczego doświadczamy tego, co doświadczamy. Mamy wybór: oceniać
dalej i upierać się przy swoich oczekiwaniach czy odpuścić oceny i oczekiwania,
które nas oddzielają od tego, Kim, Czym Jesteśmy w swojej Istocie i zamykają nasze serca.
Święte rośliny i grzyby umożliwiają wchodzenie w stany
podwyższonej, poszerzonej świadomości i „niezwykłej rzeczywistości”, a nawet w
"stan pustki". Osiągnąwszy pewien stopień zaawansowania, w poznawaniu
tych stanów, można oczywiście zacząć wchodzić w te stany nie korzystając z
roślin i grzybów. Wejście w stan poszerzonej świadomości na ceremonii ajałaski
i uważne bycie w tu teraz nie sprawia, że nagle nasza świadomość w codziennym
życiu pozostanie w stanie "poszerzonym". Tego można nauczyć się na
ceremoniach, ale potrzebna jest też codzienna praktyka. Wymaga to sporego
wysiłku od nas. Bywa, że zapominamy, jak ważna dla naszego rozwoju może być
zwykła, codzienna praktyka medytacyjna. I może ona wspierać to, co udaje się
uzyskać / doświadczyć również w trakcie ceremonii – medytacji ze świętymi
roślinami lub grzybami, ale chwilowo.
Takie ceremonie dają nam możliwość wejścia w stany
podwyższonej świadomości i w trakcie możemy otrzymywać wiedzę, która w danym
momencie jest nam niezbędna do naszego rozwoju. Potem jednak, abyśmy mogli
rozwijać się dalej, potrzebujemy sami kontynuować pracę nad sobą i praktykować
przyswajanie tej wiedzy i ugruntowywać tę wiedzę, którą otrzymaliśmy.
Ceremonie (podobnie jak inne obrzędy i rytuały), w które
wchodzimy bez świadomości - wiedzy o ich znaczeniu, są tylko nawykowym
wykonywaniem pewnych czynności, które w rezultacie, prócz chwilowych doświadczeń
"niezwykłości poszerzonych stanów świadomości" nic nie wnoszą do
naszego życia i nic w nim nie zmieniają. A nawet mogą prowadzić do destrukcji.
Albo...
'Jesteś tym, który doświadcza doświadczenia, ale nie jesteś
już uzależniony od tego doświadczenia ani doświadczania... :-} To jest bardzo
piękne i dochodzisz do głębszych doświadczeń. I dochodzisz do ostatecznego
rozpoznania - że jesteś niezmienny. Twoja Jaźń jest niezmienna i doskonała.'
"Słyszałem jednak o tzw. świętych roślinach, grzybkach psychodelicznych ayahuasce. Na krótki moment te specyfiki potrafią sprawić że czujemy się jakbyśmy byli pozbawieni ciała. Może też podobno dostrzec pewne energie (byty) który normalnie nie są ani widzialne ani słyszalne, podobno otacza nas też błogostan i jesteśmy pełni wszechogarniającej miłości do wszystkich stworzeń - oczywiście po chwili czar pryska i musimy wrócić do szarej rzeczywistości."
To jest wchodzenie w poszerzone stany świadomości przy wsparciu tzw. „świętych roślin i świętych grzybów”. Wizje bywają bardzo, bardzo różne. Niektórzy mają koszmary i błagają, by mogli natychmiast wrócić, a tu "nie ma zmiłuj się", ponieważ proces trwa przez kilka godzin i takie osoby bardzo cierpią. A to z powodu mocnej struktury tzw. ja-ego, które traci kontrolę nad tym, co się zadziewa, gdy świadomość się poszerza.
Niektórzy w trakcie takich sesji - ceremonii spotykają też różnych świętych, guru, nauczycieli. Mój znajomy miał spotkanie z Jezusem Chrystusem. Inny z Kriszną. Niektórzy dowiadują się, że urodzi im się dziecko i chce mieć tak a tak na imię, Niektórzy eksplorują niesamowite światy podobne do tych z Las Vegas albo zwiedzają skarbce z najpiękniejszymi klejnotami i skarbami… inni wpadają w rœżne piekielne światy. Och, możliwości jest całe mnóstwo. Niektórzy przeżywają stany ekstazy mistycznej, religijnej, wszechogarniającej miłości, wchodzenia w tzw, pustkę itd.
Te stany świadomości są podobne do pośmiertnego stanu świadomości zwanego w buddyzmie tybetańskim stanem bardo pośmiertnego. Ale są różne stany świadomości bardo:
życia, snu, po śmierci, wcielania się w kolejną formę… itp.
O podróży świadomości bardo po śmierci przekazuje informacje Księga zwana Tybetańską Księga Zmarłych, którą czyta się po śmierci istoty ludzkiej, człowieka… W dużym skrócie napiszę, co przekazuje ta księga:
„Pierwsza część uspokaja świadomość zmarłego, powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Wyjaśnia mu, co się dzieje w danej chwili. Jak żywioły w jego dawnym ciele się zapadają (ziemia w wodzie, woda w ogniu, ogień w powietrzu, a powietrze w eterze -świadomości). Następnie wyjaśnia, że ma się opanować, skupić, być uważnym, gdy jego świadomość się „poszerzy”, bo wtedy doświadczy wiele głębokich emocji, itd. Doradza, co powinien robić, w którym kierunku podążać – za jakim światłem… Bo pojawiać się będą różne kolory światła, które przyciągają świadomość zmarłego do różnych światów samsary… Np.:
"– Jeżeli w bardo stawania się idziemy za białym światłem, to odradzamy się w świecie bogów i będziemy cieszyć się stanem bycia. Jednakże, pomimo wszystkich przyjemności i braku wyraźnego cierpienia, świat bogów wciąż stanowi aspekt samsarycznej egzystencji. Tutaj doświadczenie zostaje zdominowane przez przeszkadzającą emocję dumy, która rozwija się, ponieważ wydaje się nam, że osiągnęliśmy szczyt egzystencji. Czujemy, że już nic nie może przewyższyć tego co uzyskaliśmy. Jednakże kiedy umysł nadyma się taką przyziemną dumą, pojawia się problem z naszą postawą. Ponieważ myślimy, że nie mamy już nic więcej do nauczenia się, nic więcej do osiągnięcia, duma staje się destruktywna dla ścieżki. Jest to koniec naszej duchowej ścieżki, jak również koniec rozwoju światowej mądrości. W cieniu dumy czai się upokorzenie.
– Kiedy przyciąga nasblade, czerwone światło i podążamy za nim, wtedy odradzamy się w świecie zazdrosnych bogów, znanych również jako pół-bogowie, albo asury. Chociaż jest to świat wyższego odrodzenia z wieloma zaletami, jego mieszkańcy cieszą się mniejszym poczuciem bogactwa, przyjemności i władzy niż mieszkańcy świata bogów. Dominującą emocją istot w tym świecie jest zazdrość, ściśle związana z zawiścią i również zabarwiona przez paranoję i rywalizację. Zazdrość sama w sobie, może wydawać się względnie niewinna, ale w rzeczywistości jest destrukcyjna w swojej naturze.
– Jeżeli pójdziemy za bladym niebieskim światłem, odrodzimy się w świecie ludzi, zdominowanym przez chorobliwą emocję pożądania, czy namiętności. Nasze doświadczenie w tym świecie charakteryzuje mentalność ubóstwa. Niezależnie od okoliczności w jakich się znajdziemy, zawsze odczuwamy wszechobecne i przenikliwe poczucie braku satysfakcji. Możemy posiadać bogactwo, kochającą rodzinę, dobrą pracę, zdrowe ciało i umysł, i mieszkać w przyjemnym otoczeniu. Jednak, ciągle czujemy, że czegoś brakuje nam w życiu. Odczuwamy niezadowolenie i niepokój, które powstają z powodu nieznającej granic namiętności. To pożądanie jest jak dziurawe naczynie. Niezależnie od tego ile wody do niego wlejemy, nigdy się nie napełni, stale przecieka. Pożądanie świata ludzi opiera się na subtelnym pragnieniu, które rozwija się w mniej subtelne poziomy przywiązania.
– Jeżeli pójdziemy za blado zielonym światłem, odrodzimy się w świecie zwierząt, który zalicza się do pierwszego z niższych światów. Tutaj dominuje stan umysłu ignorancji, którego atrybutem jest głupota. Ignorancję, wraz pożądaniem i agresją, uważa się za jedną z trzech podstawowych trucizn. Jednakże nie jest to emocja w pełnym sensie tego słowa. To bardziej prowadzący do cierpienia stan umysłu, który jest destrukcyjny, ponieważ stanowi przeciwieństwo przebudzenia i inteligencji. Możemy być wtedy w ludzkich ciałach, ale dominują cechy odzwierzęce.
– Jeżeli podążymy za blado żółtym światłem, odrodzimy się w świecie głodnych duchów, zdominowanym przez przeszkadzającą emocję chciwości. W tym kontekście, chciwość jest aspektem pożądania, które przejawia się w formie skąpstwa. Tutaj istoty dążą do posiadania materialnych dóbr wszelkiego rodzaju, jak również stanów psychicznych. Cierpienie mentalności głodnych duchów polega na niezaspokojonym apetycie i równoczesnej niemożności korzystania z tych dóbr czy cieszenia się jakimkolwiek doświadczeniem. Z tego powodu, istoty te przedstawia się jako poddawane torturom duchy." *)
Czyli kolejnym etapem jest podróż zmarłego w przestrzeni, w której jest przyciągany przez te różne światy. Gdy zrezygnuje z nich, skupi się na swojej świadomości w stanie krystalicznie czystego umysłu i serca, wtedy ma inną możliwość – podążyć za… tu różne tradycje podają różnie, ale chodzi o światło buddy - światło Nirvany, Przebudzenia, Oświecenia... Tam znajduje się Budda. Księga poleca wybór tej „opcji”. :-)
Gdy cząstka świadomości wybierze ten świat, zostaje zaatakowana przez Marę. (Ten sam strażnik – demon, który atakował Buddę Siakjamuniego, gdy ten medytował pod drzewem Bodhi. Czyli taka osoba - cząstka świadomości doświadczy wielu ataków, które tak naprawdę powstają w polu świadomości – z powodu nawyków i tendencji umysłu, które zostały utrwalone w czasie życia. Tej cząstce świadomości może jeszcze wydawać się, że jest istotą ludzką, więc potrzebuje pojąć, że to tylko jej świadomość jest testowana, aby mogła puścić swoje przywiązanie do starej formy. Uwolnić się od nawyków i tendencji, których nabyła podczas ostatniego życia. Ostatnim przystankiem w pośmiertnej podróży świadomości jest odrodzenie lub tzw. Nirvana/ Nibbana - Wyzwolenie z koła sansary - koła cierpienia.
Tyle info z Tybetańskiej Księgi Umarłych. Podobne doświadczenia i ataki lub piękne, różne "odleciane" wizje pojawiają się pod wpływem świętych roślin i grzybów. Ale bardzo często ludzie nie są zazwyczaj świadomi, w czym uczestniczą – w jakim procesie i czego doświadczają. A i szamanów hochsztaplerów prowadzących takie ceremonie też jest sporo. Posiadają oni znikomą wiedzę o tym, czego mogą doświadczać ludzie podczas ceremonii ze świętymi roślinami lub grzybami czy zażywając innych substancji psychodelicznych..
Ale masz rację Dawidzie, że potem (np. po kilku godzinach) takiej sesji ze świętymi roślinami lub grzybami „czar pryska (albo koszmary się kończą) i musimy wrócić do szarej rzeczywistości”. ;-)
Podobne doświadczenia pojawiają się w snach, bo w snach także nasza świadomość poszerza się i podróżuje. Kiedy doświadczysz takich innych stanów przy wsparciu świętych roślin lub grzybów, to kiedy otwierasz się na doświadczanie tych stanów w czasie medytacji, kontemplacji czy w świadomych snach, już wiesz, że możesz doświadczać tego samego bez wsparcia „świętych roślin i grzybów”.
Ale jest też tak, że niektórzy sobie „latają”, mają wizje i opowiadają, jakie to odlotowe wizje mieli. Albo potem w natchnieniu malują piękne obrazy lub tworzą muzykę… Rdzenni szamani i niektórzy ludzie z wielkim doświadczeniem i wiedzą na temat działania tych substancji uważają, że święte rośliny i grzyby to substancje wspierające człowieka w rozwoju jego samoświadomości oraz uzdrawianiu duszy – tak to nazywają rdzenni - czy w rozwoju sfery duchowej człowieka.
Mnie osobiście a-ja-łaska pomogła w uzdrawianiu siebie z raka. Na pierwszej ceremonii, w której uczestniczyłam, pierwsze doświadczenie było bardzo mocne, intensywne. Mialam różne wizje, w których otrzymałam informacje jakby od swojej Wyższej Jaźni (wolę nazywać „to coś” Źródłem lub Duchem). Otrzymałam bardzo konkretne informacje, co będę potrzebowała zmienić w swoim życiu, w swoim postępowaniu, jeśli chcę uwolnić się od raka. Podstawowa informacja brzmiała: rozpoznać wszystko, co sprawia, że nie żyłam w harmonii, w szacunku do siebie i ciała. W pierwszej wizji widziałam między innymi jedno, olbrzymie pole pogorzeliska… Oczywiście – podobnie jak sny – wizje takie mogą być interpretowane na różne sposoby… ;-) I potem - w moim przypadku - także często w snach pojawiały się kolejne drogowskazy.
Margoo3o7:
"Czy to oznacza, że… wszyscy, którzy jesteśmy tu na Ziemi…, poszliśmy za… bladym niebieskim światłem ? "
Bo blade niebieskie prowadzi do świata ludzi? Nie mam pewności, kochana Margo. Dla mnie ten przekaz dotyczy poziomu życia na Ziemi. Mam odczucie (tak to „widzę” ;-) ), że te wszystkie światy:
bogów, półbogów, ludzi, zwierząt, głodnych duchów i istot piekielnych są… światami przejawiającymi się poprzez ludzi i dla ludzi w tym świecie, na Ziemi.
Bo na przykład alkoholicy to dla mnie „głodne duchy” – ludzie, którzy żyją „w świecie głodnych duchów”.
Na przykład sadyści i masochiści to „istoty piekielne”.
Całym biznesem kasyn i hazardu oraz światem związanym z prostytucją itd. kierują i zawiadują „półbogowie”.
Najbogatsi lub najwyżej postawieni w hierarchii władzy ludzie na Ziemi to „bogowie” (mogą być też nieznani, ukryci).
W tym przekazie dla mnie zwierzęta symbolizują część „odzwierzęcą” istoty ludzkiej, która jest do doświadczenia oraz w rezultacie do „zintegrowania”.
Każdy i każda z nas (każda istota ludzka) może mieć w sobie po części coś z każdej z tych sześciu rodzajów istot. I może to wszystko harmonijnie zsynchronizować, przetransformować w sobie i zakończyć wędrówkę w… Kole Sansary.
Mam taką intuicję, że w Księdze Tybetańskiej w sposób symboliczny przekazana jest pewna wiedza jako zawierająca pewien potencjał – za pomocą kolorów opisane są pewne wzorce, które nas przyciągają do danego doświadczenia. I całkiem możliwe, że wcielając się w kolejną formę przybyliśmy tutaj podążając za różnymi kolorami…
Bo przecież są na przykład buddowie/tary o różnych kolorach.
Niebieski: przekształca gniew w mądrość lustrzaną
Biały: przekształca złudzenie i ignorancję w mądrość rzeczywistości
Czerwony: przekształca złudzenie przywiązań w przenikliwą mądrość
Zielony: przekształca zazdrość w mądrość realizacji
Żółty (złoty): przekształca dumę w mądrość tożsamości.
Czarny: przekształca nienawiść we współczucie, współodczuwanie
Więc przyciąga nas jakiś kolor symbolizujący pewne wibracje energii - częstotliwości energii, ale po to, byśmy wiedzę płynącą z doświadczenia wibracji danego "koloru" światła, które nas "przyciągnęło" przetransformowali na mądrość…
W buddyzmie dzogczen występują wizerunki tęczowego buddy, podobnie jak w chrześcijaństwie tęcza jest symbolem Przymierza z Bogiem. Symbolizuje taki stan świadomości, w którym następuje zrealizowanie tzw. ciała tęczowego lub ciała świetlistego – stan pełnego wyzwolenia z koła karmy (wyzerowania karmy). Odtąd istota (dusza jako cząstka świadomości) może odbywać podróże świadoma kontinuum swojej podróży. (Rodzimy się w kwiecie lotosu w czystej krainie - Przestrzeni wewnętrznej i stąd nasze dalsze podróże wyglądają całkiem inaczej niż wcześniejsze poprzez kolejne wcielenia w kole sansary.
Pierwszy raz zobaczyłam takie zjawisko w roku 2009 (kiedy przez miesiąc mieszkałam na zboczu góry w namiocie) z kochaną piesą Karuną i nie mogłam uwierzyć w pierwszym momencie w to, co wtedy zobaczyłam. Nigdy wcześniej nie widziałam w tym swoim życiu takiego zjawiska. Według mnie to symbol, znak czasów transformacji bardzo, bardzo głębokiej…
A to jest olmeckie nakrycie głowy (z jakiegoś muzeum) prawdopodobnie używane było na jakichś uroczystościach przez osobę, która osiągnęła taki stan świadomości:
Pewne teksty buddyjskie przekazują także info, że z każdego z tych sześciu światów samsary, które przedstawiane są na tankach Koła Życia, jest możliwe wyjście z koła samsary. I znalazłam kiedyś na to potwierdzenie ;-) w obrazie, tance przedstawiającej Koło Życia z sześcioma światami, niteczkę białą **), po której jakby świadomość wysnuwa się z Koła i wyprowadza postać poza koło samsary do postaci tęczowego buddy. Piszę słowo budda małą literą, ponieważ buddą jest każdy człowiek, każda istota, która osiągnęła tzw. oświecenie, Nirwanę, Nibbanę, Przebudziła się czyli osiągnęła stan świadomości wyzwolenia z samsary – życia w cierpieniu i ignorancji (zapomnieniu i odcięciu od tego, czym jest).
-----------------------
dodane 08.02.
Margo0307: "z tą… symboliką odzwierciedlającą się w zachowaniu i postawach różnych ludzi egzystujących… w stworzonych przez siebie różnych światach… Taki człowiek – myślę… nieświadomie stwarzający dla siebie… i żyjący w tym świecie.., np. głodnych duchów…, jeśli w porę nie rozpozna… iluzji, którą tworzy…, może do końca życia w ciele – w niej ugrzęznąć…"
No tak..
Margo0307: "Pytanie czy… w chwili przejścia – śmierci ciała…, będzie w stanie rozpoznać i doświadczyć wyzwolenia z tych swoich ograniczających go więzów… ?"
Nie wiem. ;-) Ale na przykład jeśli stało się to za życia (uwolnienie, transformacja pewnych wzorców i doświadczeń na mądrość), to cząstka świadomości będzie w stanie się uwolnić od tego, od czego uwolniła się za życia. Bo w chwili śmierci już jest w pewnym sensie „po ptokach”. ;-) Teksty Księgi są w rzeczy samej napisane dla ludzi żyjących i czytane są dla żyjących, choć przy okazji czyjejś śmierci i dla duszy, która przechodzi proces pośmiertnego bardo także. (To tak jak śpiewanie pieśni przez szamanki i szamanów – jak się zagubisz w trakcie ceremonii, to cię sprowadzą dźwiękami do uważności….)
Ta Księga czytana jest po to, by – jeśli ktoś jest gotowy, to usłyszy treść i poczuje się zainspirowany, wtedy może zacznie… swoje rozpoznawanie i transformację – wyzwalanie się…
Możemy tego dokonywać w trakcie życia, ponieważ po śmierci cząstka świadomości (tzw. dusza) ponoć już nic nie może zmienić… z powodu nawyków i tendencji umysłu, które zostały utrwalone w czasie ostatniego życia, wcielenia. Cząstka świadomości jest jak energetyczna wiązka strun o różnie wibrujących częstotliwościach, ale jeśli są jakieś częstotliwości (wibracje) dominujące, to podąża ona w kierunku takiego koloru światła (takich wzorków), jakie ją przyciąga. I w zasadzie nic już nie może zrobić.
Tej cząstce świadomości może jeszcze wydawać się, że jest istotą ludzką, więc potrzebuje pojąć, że to tylko jej świadomość jest testowana, aby mogła puścić swoje przywiązanie do starej formy. Uwalnianie się od nawyków i tendencji zachodzi w czasie wcielenia – życia. Bardo pośmiertne to jest etap podróży cząstki świadomości przez… pole różnych wibracji-„atrakcji”. A cząstkę świadomości przyciąga to, z czym ona rezonuje i "tam" się wciela w następnej formie, gdzie została przyciągnięta.
Kiedyś miałam sen świadomy, w którym różne „magnesy” przyciągały mnie jak maleńki „opiłek”, ale ja się do nich nie przyklejałam. I leciałam pomiędzy nimi jak w slalomie, choć nieprzyklejanie się do tych „słupków” ustawionych na trasie „slalomu” wymagało sporego wysiłku (energii).
Jeśli
mamy w sobie na przykład poczucie wyższości, to będzie ono nam
“lustrzyło” nasze ja z zewnątrz...
Być
może najprościej byłoby, gdyby każdy z nas “pozbył się”
swoich “demonów” osobiście. Przyjmując je i uwalniając w
sobie. Tylko że ludzie nie wiedzą jak. Nie znają innej metody niż
przy pomocy walki i chęci zabicia “demonów”, zwłaszcza w
innych. Ludzie nie znają innej metody niż walka? Zazwyczaj nie chcą
słyszeć o innych metodach. Bo tak jest wygodniej… Zmaganie się
i walka “wyższych i “niższych” ras, zmaganie się i walka
“dobra” i “zła”, “oczyszczanie”, “zaprowadzanie
porządku”… nie w SOBIE, ale w INNYCH i wokół, to przyczyny
ludzkich tragedii. Tak to działa…
Żeby
nie wiem jak “uduchowieni” chcieliby być wszelkiej maści “naprawiacze”
świata, ich działania zawsze prowadzą do tragedii. Dlatego W
OBECNYM CZASIE być może ważne jest, by zacząć od siebie. I nie
tylko zacząć, ale kontynuować, a innych zostawić w spokoju. Inni
są tylko naszymi lustrami. I jeśli nas np.: denerwują, to znaczy,
że pokazują nam to, co mamy do uzdrowienia, uwolnienia w sobie. I
co z tego, że ludzie demonstrują swoje niezadowolenie, swoje
oburzenie postępowaniem innych? Najchętniej zmusiliby tych innych
do uległości, bo sami są przekonani o słuszności swoich racji,
przekonań, idei…
No
i co z tych “demonstracji’ wynika? Łatwiej jest demonstrować
swoją wyższość i lepszość zwalając winę za “całe zło”
na innych, prawda? Uwielbiamy hodować sobie “kozły ofiarne”.
Nadal jesteśmy wyznawcami tej samej starej “religii”.
Nieświadomie. Dużo trudniej niby jest wziąć się za siebie i
zająć się “uzdrawianiem” i uwalnianiem swoich własnych demonów i kłamstw.
Najpierw jednak trzeba je dostrzec. A jak je dostrzec, skoro wybujałe
ego twierdzi, że jest wyłącznie “świetliste”, “dobre” i
“mądrzejsze”? Potrzeba dużo odwagi i uczciwości wobec siebie,
by móc zajrzeć w swoją własną
“Strefę Cienia”. Pisałam kiedyś o metodzie LUSTRA. Jest bardzo
prosta. Używają jej jednak tylko ci, którzy są na nią gotowi,
gotowi na głębokie zmiany i poszerzenie świadomości. To proste
ale i trudne jednocześnie
A
jak widać, wiele ludzi nadal krytykuje postępowanie i działania
innych dopatrując się zła i potworności w tej drugiej stronie, w
innych. I co z tego? Tak, to też jest doskonałe. Są tacy, co wciąż
jeszcze się oburzają. Ale skoro to oburzenie do szczęścia im jest
potrzebne, to jest w porządku… Część ludzi po prostu obserwuje
i komentuje… I to też jest doskonałe
Czym
innym jednak jest widzieć i rozumieć różne sytuacje i działania
takimi, jakie one są w swej istocie, a czym innym jest krytykowanie,
ocenianie tych sytuacji i działań oraz oczekiwanie, że zmienią
się inni.
J.P.
Sartre napisał kiedyś ironicznie: “Piekło to inni”. Jakie to
wygodne rozumieć te słowa wprost. “Cytat ten, na pierwszy rzut
oka, wygląda jak przykład czystej mizantropii, jednak są to tylko
wnioski z obserwacji dokonanych przez autora odnośnie tendencji
ludzi do braku wiedzy o samym sobie. Staramy się przerzucić swoje
osobiste lęki i antypatie na innych ludzi zamiast zmierzyć się z
nimi osobiście. Często więc patrząc na innych ludzi dostrzegamy w
nich najgorsze cechy naszej osobowości.” Wiem, że wszyscy to
Piekło współtworzymy do momentu, kiedy nie uświadomimy tego
sobie. Dopiero wtedy mamy szansę zaprzestania zasilania tego Piekła swoją energią: swoimi iluzjami, projekcjami… oczekiwaniami, ocenami,
krytykowaniem, złością, nienawiścią itp. Ale też wcale nie
namawiam nikogo, by myślał tak, jak ja :-)
W ceremoniach z medycyną, każdy – zgodnie ze swymi intencjami powiązanymi w dużym stopniu z pragnieniami, tęsknotami, a także z wzorcami zachowań, przekonaniami oraz projekcjami swoich "fałszywych" ja – każdy otrzymuje to, czego „potrzebuje”.
Tak więc na ceremoniach ze świętymi roślinami jedni „spożywają owoce” z Drzewa Wiedzy (Poznania) i otrzymują oni małe fragmenty takiej wiedzy, która wzmacnia ich fałszywe ja-ego utrzymując je nadal w oddzieleniu od całości, ale pozornie większej duchowości. Inni „spożywają owoce” z Drzewa Życia (Świadomości), które otwierają ich serca, łączą ich z duszą, naturą, poszerzając indywidualną świadomość. Wtedy ludzie łączą się w miłości i ufności z coraz większymi obszarami Wszystkiego, Co Jest. Ale... Otrzymujemy wtedy najpierw wyłącznie chwilowe oświecenie... To chwilowe oświecenie nie jest jeszcze Przebudzeniem... Dlatego potem, gdy ten ulotny stan oświecenia mija z (powodu braku energii, by go utrzymać dłużej), przychodzi rozczarowanie światem, który nas otacza...
Skąd bierze się brak energii do utrzymania stanu oświecenia? Z zasilania energią pędzącego, szalejącego umysłu i odcięcia od pamięci – świadomości połączenia z Całością. Z zasilania swoich stałych przekonań, nieświadomych wzorców myślenia, a stąd działania oraz ego- ja o ograniczonej świadomości. Czemu służy uświadamianie sobie nieświadomych wzorców, przekonań i nawyków działania? Odzyskiwaniu własnej energii poprzez uwalnianie i transformację częstotliwości owych wzorców, przekonań i nawyków w energię wszechogarniającej miłości. Czemu służy odzyskiwanie własnej energii i jej transformacja w energię wszechogarniającej miłości? Rozpoznaniu, przypomnieniu i doświadczeniu Jedni, Całości...
Owszem, jest to trudne doświadczenie i wymaga odwagi i odpowiednio sporej - odzyskanej, a nie kradzionej innym - energii ;-). Ale nie tylko odpowiednia ilość tej energii się liczy, lecz także i przede wszystkim zakres częstotliwości tej energii: im szerszy zakres, tym łatwiej ten stan osiągnąć.*) Szerszy czy poszerzony zakres częstotliwości naszego pola energetycznego można określić jako stan poszerzonej świadomości. Można ją poszerzać w nieskończoność, ale wystarczy jedynie odpowiednio poszerzona świadomość, aby przypomnieć sobie i uświadomić, KIM JESTEM i po co tu jestem.
Dodam jeszcze, że oświecenie jest związane z "poświęceniem" swojego fałszywego ja. Stąd nazwa ajałaski - liana śmierci. Rezygnacja z fałszywego ja prowadzi do zmiany świadomości - poszerzania zakresu świadomości (coś jak otrzymanie dostępu do dodatkowych wymiarów i zmysłów). Ten proces jest podobny doświadczaniu śmierci i zmartwychwstania w tej samej formie, lecz jednak innej... nawet jeśli ciało fizyczne nie wygląda na zmienione.
Niektórzy w trakcie takich ceremonii z mediciną skupiają się na poznawaniu wyłącznie poprzez umysł, ale to pułapka, która może prowadzić do obłędu.
To umysł tworzy pułapki, w które sam wpada. Natura ludzkiego umysłu przywiązanego do pewnych wzorców i przekonań (ego) jest taka, jaka jest - pełna paradoksów. Umysł, póki nie zintegruje w sobie tych paradoksów, będzie wpadał we własne pułapki. Choć może być naszym sprzymierzeńcem.
Niektórzy w trakcie ceremonii spotykają się z demonami, potworami, wężami, krokodylami i wszelkimi potworami, które budzą w nich przerażenie. Inni spotykają się z jakimś Bogiem albo Boginią, z Jezusem, Buddą, Kriszną, aniołami, diabłami, Matką Boską albo Matką Galaktyką itp., jeszcze inni z duchem ayahuasci w postaci kobiecej... itd., itp.
Niektórzy zaczynają widzieć swoje nieświadome działania albo powiązania karmiczne i mogą je uzdrawiać, mogą oczyszczać swoje "stare", nieświadome, nawykowe wzorce myślowe i uwalniać się od przywiązania (uzależnienia) od nich. Przez przyjmowanie i harmonizowanie tych cząstek SIEBIE. Niektórzy zachwycają się jakimiś pięknymi obrazami, wzorami, podróżują po zadziwiających światach nic z tego nie rozumiejąc. I to im wystarcza. Dokarmiają tylko takimi atrakcjami swoje sfrustrowane ego - ja. I żyją cierpieniu dalej.
Inni mają wizje, które pozwalają im na częściową zmianę dotychczasowych przekonań na "nowe", ale takie, które także nadal wzmacniają ich ego.
A jeszcze inni uzdrawiają stare wzorce myślowe, traumy, swoją strefę cienia i poszerzają swoją świadomość, dzięki której otwiera się serce, udrażnia się połączenie – powiedzmy - z duszą, a przez nią ze Źródłem Wszystkiego, Co Jest i z nową wiedzą, na którą stają się gotowi. Wtedy zaczynają powoli wykraczać poza dualizm świata materialnego. Otrzymują dostęp do wiedzy, która prowadzi ich do Źródła, do świadomości połączenia poprzez Źródło z Całością... Do wiedzy, dzięki której gotowi są na zmianę siebie i swoich relacji z innymi ludźmi, ze wszystkimi innymi istotami i z otaczającą ich rzeczywistością. Tacy ludzie poszerzają swoją świadomość, która przenika coraz większe obszary umysłu; w ten sposób istoty ludzkie mogą poszerzać swoją indywidualną świadomość, rozpuszczać swoje ja – ego i rozpoznawać coraz większe obszary działania umysłu. Co pozwala na przykład na zrozumienie tego, kim, a nawet po co tu jestem...
Coraz więcej z nas zaczyna odczuwać coraz większe napięcie spowodowane zmianami energetycznymi na Ziemi, w Słońcu i KOSMOSIE. Ja też czuję te intensywne energie oraz, że teraz jest ważny czas dla ludzkości i Ziemi. Ale wersji możliwych zdarzeń nadal mamy wiele, bardzo wiele… Dlatego chcę się podzielić moim doświadczeniem, które wyraźnie wskazuje na to, że w obecnym czasie coraz bardziej ważne są nasze myśli i CZYSTE, NIESKAZITELNE INTENCJE.
Kiedy piszę, że ważne są czyste, nieskazitelne INTENCJE, to mam na myśli takie, które nie są skierowanie PRZECIWKO czemuś lub komuś – to dla mnie najważniejsze i taki wniosek płynie z wieloletniej pracy również ze świętymi roślinami i grzybami. Ale wiem też, że oczywiście każdy ma prawo do własnych INTENCJI.
Uzdrawianie naszych emocji i uczucia strachu może wesprzeć utrzymanie się w czystej intencji, w punkcie naszego świętegocentrum, w którym zbiega się nieskończenie wiele energetycznych nici - linii, z różnych płaszczyzn i wymiarów.
Dobro i zło jako podstawowy wzorzec wszelkiej walki, cierpienia i bólu.
Ciemnej strony Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy fałszywych ja - ego, bo dla umysłu jest to strefa chaosu, ale to umysł poprzez ego - ja tak to postrzega… Najpierw potrzeba oczyścić i uwolnić się od przekonań, ocen, oczekiwań i poszerzyć swoją świadomość, by zacząć rozumieć, czym ta „ciemna” strona Boskiego Stworzenia jest. Oczywiście, że takie zrozumienie jest możliwe dla każdego, ale… nie w każdej chwili.
Z mojej wiedzy wynika, że "zło", które mnie spotykało, sama kiedyś "wyprodukowałam". Niekoniecznie w tym życiu. I dla mnie to jest uczciwsze postawienie sprawy niż szukanie tego "zła" tylko na zewnątrz. "Strefa cienia" lub "ciemna strona mocy" wcale nie jest gdzieś na zewnątrz, ale jest we mnie, tylko kiedyś się jej wyparłam i udawałam, że to "nie moje". A"Ciemna strona mocy" jest w każdym z nas. I dopóki będziemy udawać, że tak nie jest i żyć iluzją fałszywego wizerunku siebie samych, który sobie stworzyliśmy jako ja, to nigdy "zła" nie zrozumiemy i zawsze będzie nas straszyło. A my wciąż będziemy się bać i wciąż przed nim uciekać. I żyć w nieustannym wewnętrznym konflikcie i walce.
Poszerzona świadomość pozwala przede wszystkim na zrozumienie zasad gier i walk, jakie toczą ze sobą różne cząstki - fragmenty Uniwersalnego Umysłu ze sobą. Te fragmenty Umysłu są jak półbogowie wsparci swoimi armiami wyznawców, którzy prowadzą ze sobą różne gry i walki o energie. Używają oni coraz bardziej inteligentnych, wymyślnych tricków oszustw, kłamstw i innych „narzędzi”, które można nazywać również magią. Ale w rzeczy samej są one „genialnymi wytworami" cząstek - fragmentów Uniwersalnego Umysłu sprowadzonych i ograniczonych do wybujałych ego.
W owych grach uczestniczą wyłącznie cząstki Umysłu pretendujące do bycia "jedyną" prawdą. To jest właśnie ILUZJA. Przejawiająca się poprzez udowadnianie i narzucanie swoich racji, swoich idei i koncepcji innym, jako jedynej Prawdy.
Bóg i Bogini - Pojednanie
W wielu tradycjach i religiach mówi się o Bogu. W niektórych wschodnich kulturach (pewne szkoły buddyzmy czy zen) pojęcie Bóg zostało zastąpione pojęciem Umysł. Dla mnie oba pojęcia są tożsame ze sobą. Różnicuje je jedynie zakres (albo obszar) rozumienia i interpretacji tych obu pojęć – idei.
Tu ciekawostka: Maha Kali pochodzi od sanskryckiego słowa Kal - korzenie, słowo to oznacza także ta, która pochlania czas. Jej skóra jest ciemnoniebieska, prawie czarna, ponieważ reprezentuje łono istnienia.
Podobno (według indyjskich WED) żyjemy w końcówce Kalijugi. I pod koniec Kalijugi umysł zaślubia umysł. Wtedy – jak mówią jedni - „najwyższy pan pojawia się, by wyzwolić ludzi i odcina im głowy.” W innych wersjach to bogini Kali powraca... Jak to często bywa w tym świecie, znów mamy wiele różnych, często sprzecznych ze sobą informacji. Albo... uzupełniających się. ;-)
W ikonografii Kali symbolizujeŚWIADOMOŚĆ wolną od mai-iluzji wyzbytą z wszelkiego fałszu pomniejszych "ja". Kali pod koniec cykli "przybywa i pożera czas, a następnie oczyszcza dusze w swoim czarnym bezkresie, dając im chwilę wytchnienia, aby mogły wyruszyć w dalszą wędrówkę. Sziwa leżący u jej stóp przyjmuje w pokorze zmiany, które zaprowadza Kali przywracająca porządek w chaotycznych końcach cykli."
Więc jeśli sami nie wykonamy oczyszczenia w swoim „czarnym bezkresie” :-), to może i przyjdzie Kali i pościna nam głowy... albo przyjdzie jakiś „Pan” i to zrobi. Z powrotem KALI, która symbolizuje ŚWIADOMOŚĆ wolną od mai-iluzji kojarzy mi się moja wizja http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/06/wielka-ceremonia-kosmiczna.html
Nie ma znaczenia, czy jestem kobietą czy mężczyzną. W jednym świecie rozwija się i realizuje koncepcja, że Bóg stworzył świat (a może i wszystko), a w innym świecie... że Bogini. Ale to są koncepcje wynikające z cykli rozdzielenia - jako biegunowych PRZECIWIEŃSTW tego, co "męskie" od tego, co "żeńskie": patriarchat, matriarchat w cyklach naprzemiennych... Jeśli chcemy przejść dalej jako istoty ludzkie w naszej ewolucji, potrzebujemy wyjść poza to rozdarcie, poza tę biegunowość.
Jestem świadoma tego, jak trudno tę wiedzę zaakceptować, a co dopiero przyjąć do świadomości czyli uznać, skoro od tysięcy lat we wszystkich religiach używane jest słowo Bóg uznawane za Źródło lub Absolut. Boginie istnieją, ale albo niezbyt rozumiane, albo prawie całkowicie „usunięte w cień” czy czasowy „niebyt” z powodu lęków przed ich nieznaną i niezrozumianą w tym obecnym świecie mocą. W tym świecie "Panem i Władcą” jest Umysł. Boginie zostały podporządkowane bogom, nawet Matki Bogów, "oddane" w służbę w poddaniu i pokorze jako wielbiące bogów; oblubienice i "wybranki". A tak "ładnie" czasem się o nich mówi, żeby pograć na ich ego, żeby lepiej służyły i zasilały ten męski świat... Czy tak ma wyglądać harmonijne współistnienie? UWIELBIENIE ani ADORACJA NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z MIŁOŚCIĄ. http://tonalinagual.blogspot.com/2011/12/miosc-nienawisc-i-uwielbienie-ukryte.html Bogini i Bóg to nasi Przodkowie, ale także to my sami z innych wymiarowości.
Aby ludzkość mogła rozwijać się ewolucyjnie, każdy człowiek (kobieta i mężczyzna) potrzebuje w sobie dążyć do harmonii pomiędzy Boginią i Bogiem, Animą i Animusem, Umysłem i Świadomością – tym, co „męskie” i „żeńskie”, ducha i duszy w sobie. Nie chodzi tu o osiągnięcie całkowitej symetrii, na poziomie fizycznym, bo ta jest niemożliwa, gdy jesteśmy w ciałach kobiet i mężczyzn (i to jest piękne), ale o zharmonizowanie w sobie tych pozornych „przeciwieństw”, które nie są przeciwieństwami; są dwoma częściami jednego, częściami, które się wzajemnie uzupełniają i współbrzmią w tańcu kosmicznego Stworzenia.
Bóg i Bogini, Umysł i Świadomość to "DWA w JEDNYM". To unia i współbrzmienie Umysłu i Świadomości wypełniająca serca i całe światy wszechogarniającą miłością i mądrością.
Aby jednak dotrzeć do tej świadomości, najpierw musi nastąpić... Powrót Bogini.
To chcemy, żeby ona wróciła i oddamy jej należne miejsce, czy nadal będziemy udawać, że nic się nie zmienia? To chcemy poszerzenia świadomości, czy nie chcemy? To chcemy harmonii i pokoju, ewolucji świadomości czy nie chcemy, bo wolimy wspierać swoją energią i działaniami świat cierpienia, walki, świat panów i niewolników, katów i ofiar, zwycięzców i zwyciężonych? Każdy sam może odpowiedzieć sobie na te pytania.
Pramatka kocha wszystkie swoje dzieci bez żadnego wyjątku, dlatego jej miłość jest WSZECHOGARNIAJĄCA. W każdym z nas jest ta miłość. Pora, by każdy uznał w sobie tę Pramatkę, która jest Najczystszą Świadomością i połączył w sobie w harmonii z Praojcem, który jest Najczystszym Umysłem. I tylko ten akt harmonijnego uszanowania i zespolenia pozwoli na świadome przejście do innego świata harmonii i współbrzmienia. Gdy Świadomość przenika Umysł, Umysł poddaje się, scala jak Bóg z Boginią w Jedno. Umysł przestaje walczyć, poddaje się bezwarunkowo wszechogarniającej miłości Świadomości. A wówczas wszechogarniająca miłość wypełnia całkowicie Umysł. I tak następuje Akt Połączenia Czystego, Otwartego Umysłu z Czystym, Otwartym Sercem Świadomości. O zmianach świadomości... Jeśli reagujemy INACZEJ NIŻ WCZEŚNIEJ na zewnętrzne odbicia (zdarzenia, sytuacje itp.), nawet jeśli one pozostają takie same (jeszcze przez pewien czas), wtedy wiemy, że się zmieniliśmy (zaszły w nas spore zmiany)... A takie zmiany mogą spowodować "przesuwanie się" do… innego „świata”, innej „rzeczywistości”… bo są to zmiany, które powodują, że to, co robimy zaczyna sprawiać nam autentyczną radość i że zawsze znajdziemy się tam, gdzie mamy się znaleźć… (bo zawsze jesteśmy tu, gdzie mieliśmy i mamy być) nawet, jeśli ty i ja znajdujemy lub znajdziemy się gdzie indziej... Nasze myślowe (mentalne) wzorce tworzą coś jak "strukturę", "siatkę", która powoduje przyciągnie nas (naszych dusz) do kolejnych, takich, a nie innych światów, w których się odradzamy (nieświadomi tegoż). Gdy te nasze wzorce są powiązane z konfliktami i walką, to do takich światów trafiamy – światów konfliktów i walki. Istniejemy w nich nieświadomie uczestnicząc w konfliktach i walce. Taka jest moja wiedza płynąca z "mojego" doświadczenia i rozpoznań. ;-) Z mojego doświadczenia i rozpoznania wynika również, że nawet żyjąc na Ziemi w tym samym czasie i mniej więcej w tej samej przestrzeni, możemy ISTNIEĆ w różnych "światach": jedni mogą istnieć w "świecie walki", a inni mogą istnieć w "świecie harmonii"… po prostu. Ponieważ działamy według różnych wzorców myślowych. Wiem, że to może być dla niektórych z nas trudne do zrozumienia; wiem, bo sama kiedyś tego nie dostrzegałam i nie byłam w stanie tego zrozumieć, ponieważ tkwiłam "po uszy" w "świecie walki" – istniałam i działam nieświadoma wewnętrznego konfliktu, który przejawiał się przeze mnie na zewnątrz. Teraz wiem, że taki "świat walki" istnieje, ale nie czuję już potrzeby, by zasilać go swoją uwagą, myślami i energią. Mnie "przyciągnął" do siebie "świat harmonii"...
Pozostałością
pradawnej
tradycji słowiańskiej jest wieszanie na choinkach w czasie Świąt Bożego Narodzenia bombek w kształcie muchomorów. Skąd takie dekoracje - bombki się wzięły?
Dawniej w ten sposób Słowianie przygotowywali muchomory - święte grzyby na specjalną ceremonię przesilenia zimowego. Suszyli pomiędzy igliwiem choinmuchomoryzebrane późną jesienią, aby w najdłuższą noc przystąpić do ceremonii... W tę noc Słowianie pili wywar z muchomorów. I w ten sposób oczyszczali się ze starych wzorców i energii, a potem otrzymywali od swoich dusz wiadomości - wizje przygotowujące ich do wejścia w nowy cykl kolejnego obiegu Ziemi wokół Słońca.
RADOSNYCH ŚWIĄT ZIMOWEGO PRZESILENIA, KTÓRE SYMBOLIZUJĄ DLA MNIE PAMIĘĆ O NARODZINACH KRYSZTAŁOWEJ ŚWIADOMOŚCI...
CZASU GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZENIA I TRANSFORMACJI, NOWYCH WIZJI PŁYNĄCYCH Z CZYSTYCH SERC, ŻYCZĘ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY TEGO PRAGNĄ.
A tu, przesłany przez Anilalah MUCHOMOR Z ANIOŁKIEM:
W dżungli peruwiańskiej nazwą "icaro" określa się pieśń lub melodię, której używają curanderos [uzdrowiciele - W_B_F] w trakcie swoich czynności rytualnych. [przy ceremoniach ze świętymi roślinami - W_B_F]. Pomijając dosłowne tłumaczenie na język hiszpański, keczua lub inny język tej strefy, znaczenie icaro jest o wiele głębsze i poważniejsze: śpiew szamański to uzdrawiające narzędzie, mądrość i nośnik osobistej energii uzdrowiciela, symbol jego mocy.
Czynność "ikarowania" oznacza ładowanie mocą szamana jakiegoś przedmiotu lub wywaru leczniczego, nadając mu specyficzną właściwość celem przekazania ich odbiorcy, aby wspomóc jego oczyszczanie, ochronić go, uzdrowić albo wręcz przeciwnie - wyrządzić mu krzywdę lub wpłynąć na jego wolną wolę. Czyni się to intonując icaro bezpośrednio nad przedmiotem lub substancją nośną. Przedmiot ów zostaje później przekazany odbiorcy, a substancja połknięta w przypadku płynów lub wywarów lub wdmuchnięta w
przypadku tytoniu.
Icaro stanowi fundament pracy uzdrowicielskiej w Amazonii. Zawiera w sobie mądrość i umiejętności szamana, stanowiąc jego dziedzictwo w zakresie uzdrawiania, jego narzędzie pracy i spadek, jaki pozostawia po sobie uczniom. Będąc nośnikiem jego energii, jego skuteczność zależy w dużej mierze od przygotowania curandero poprzez diety, przyjmowanie środków oczyszczających, tryb życia, aż do wewnętrznej integracji mądrości odziedziczonej po przodkach. Nauczyciel (mistrz) nie przekazuje uczniowi
technik ani formalnych instrukcji, lecz towarzyszy mu i służy za przewodnika, aby ten uzyskał wgląd i wiedzę, które są mu przeznaczone. Częścią spuścizny są "jego" icaros.
Każdy szaman jest właścicielem swoich icaros, jak i swojego doświadczenia oraz wiedzy, otrzymanych niegdyś od swojego nauczyciela bądź bezpośrednio od natury. Curanderos nie kryją faktu, że ich wiedza, łącznie z icaros, pochodzi ze sfery snów i wizji lub że otrzymali ją bezpośrednio od roślin. Opowiadają,
że w tych stanach świadomości, które osiągają dzięki "mistrzowskim roślinom", melodie przychodzą same, bez pośrednictwa woli ani rozumu, często w nieznanych im językach. W chwili uzdrawiania na ogół odbywa się to w ten sam sposób.
Ani słowa, ani zrozumienie tekstu icaro nie są niezbędne - ważna jest melodia i aby curandero współodczuwał i przenikał ducha icaro, a wówczas będzie wiedział kiedy, jak i dla kogo go użyć. Icaros, którymi posługują się szamani, mają bardzo proste słowa wzmiankujące określone rośliny, zwierzęta i elementy miejscowego krajobrazu zawierające moc lub określone symbole.
Aktualnie w treści wielu icaros zawarty jest synkretyzm chrześcijański i odniesienia biblijne. Większość z nich jest w języku hiszpańskim, keczua i innych dialektach w zależności od pochodzenia dawnych nauczycieli - mistrzów, niektóre to jedynie jedno-dźwiękowe i powtarzające się melodie.
Jak działają icaros? Można by powiedzieć, że w sposób zbliżony do mantr w tradycji wschodniej - oddziaływują na określone ośrodki energetyczne poprzez wibrację dźwięku, modulując w ten sposób funkcje organiczne. Szaman posiada określoną wiedzę, która pozwala mu dobrać właściwe icaro do określonych okoliczności. Można by również stwierdzić, że icaro jest pretekstem do tego, aby szaman przekazał swoją energię. Albo że przekaz zawarty w icaro jest tym, co uzdrawia.
Brak jest jednoznacznej odpowiedzi, właściwa może być jedna albo wszystkie jednocześnie. Jakakolwiek chęć racjonalnego wytłumaczenia musiałaby jednak wykroczyć poza ramy racjonalizmu i w związku z tym byłaby wiążąca jedynie na poziomie opartym na świadectwie i podlegającym doświadczeniu. Zaangażowana w proces osobistych badań, które doprowadziły mnie do odczucia na żywo niektórych "technik" szamańskich, pragnę pozostawić świadectwo wartości icaros doświadczonych pomimo mojego racjonalnego wykształcenia lekarza - chirurga.
Niemożliwe jest pracować w tej części Peru nie biorąc pod uwagę bogactwa Medycyny Rodowej, gdyż każdy przypadek, każdy pacjent niesie ze sobą ważną informację. Niewątpliwie konieczna staje się zmiana sposobu widzenia, jaką dała nam nasza kultura i nauczenie się postrzegania relacji człowiek - natura w inny sposób. Trzeba zaakceptować pogląd, że chociaż nie potrafimy tego racjonalnie wytłumaczyć, to jednak wszyscy posiadamy zdolności uzdrowicielskie, które u niektórych manifestują się spontanicznie i mogą
zostać rozwinięte i odblokowane podczas pracy nad ciałem: do uzdrawiania curandero używa głównie swego ciała i energii.
Po raz pierwszy zetknęłam się z icaro, gdy zobaczyłam jak znachorki dmuchały dymem tytoniowym nasączonym icaro na ośrodki energetyczne nerwowych lub wystraszonych dzieci, jak również na te, które cierpiały na kolki - efekt był pozytywny i natychmiastowy. Później dowiedziałam się (jak i doświadczyłam), że metody te działają równie dobrze na dorosłych, objawiając się odczuciem rozluźnienia i relaksu.
W wiosce Chazuta znanej ze swoich szamanów, curandero Reninger Guerra Flores jest sławny dzięki swoim zdolnościom leczenia ukąszeń jadowitych węży: uśmierza intensywny ból poprzez icaros. Podczas rytuałów uzdrowicielskich z użyciem wywaru z roślin, curanderos kierują przebiegiem uzdrawiania, modulują indywidualną i zbiorową energię i stoją na straży jedności grupy. Icaro odczuwany w zmienionym stanie
świadomości pomaga przekształcać wizje, porusza subiektywne treści na różnych poziomach, prowadzi nas w naszej pracy samobadawczej, a jednocześnie stanowi łącze z realnym światem zewnętrznym. Chociaż nie ma ściśle określonej kolejności dla poszczególnych icaros, szaman wie lub odczuwa, który jest w danej chwili właściwy. Moc curandero wyraża się w skuteczności jego icaros, które są "chwytane" na poziomie fizycznym przez każdego członka grupy. To właśnie podczas jednej z sesji ayahuaski, pod wpływem działania wywaru, zaczęłam rozumieć wewnętrzne znaczenie icaros.
Pragnę zaznaczyć, że pomimo efektu psychoaktywnego z wrażeniem poszerzenia percepcji i wizji,
nie traci się kontaktu z rzeczywistością. Moja relacja z wizji, jakich doświadczyłam, ma znaczenie w powiązaniu z kolejnością i opisem każdego icaro. Ich zawartość i okoliczności określają mój osobisty i kulturowy bagaż, ponieważ manifestują się i działają poprzez moją osobę, poruszając moje własne energie i blokady i stanowiąc część procesu ewolucyjnego, w który jestem całkowicie uwikłana. Nie był to proces
liniowy, trwał przez dłuższy czas i musiałam zmierzyć się z cyklami tematycznymi odpowiadającymi stymulacji poszczególnych ośrodków energetycznych. Nie był to też wpływ jedynie ayahuaski, lecz również innych roślin oczyszczających, diet, postów, kąpieli ziołowych, środków przeczyszczających i roztrząsania [rozumienia] snów.
Pierwsza wizja (która się powtarzała, aż zdałam sobie sprawę, że był to icaro) ukazała mi małą, zieloną kobietę-roślinę, która wydobyła się z butelki zawierającej wywar i kierowała mną na drodze samopoznania śpiewając i tańcząc. Melodia, którą nuciła, była sposobem przyzywania obecności "matki" rośliny: "Matki Ayahuaski". Ta "matka" roślin, jak ją określają curanderos, równa jest duszy lub duchowi istoty ludzkiej.
Dużo czasu upłynęło, zanim odważyłam się śpiewać icaros: nie uznawałam ich za swoje i nie czułam, abym mogła ich używać. Doświadczyłam silnej walki pomiędzy zaprzeczeniem ze strony mojego racjonalizmu a akceptacją mojego głębokiego ja. Lecz im bardziej je odrzucałam, tym bardziej się narzucały poprzez powtarzające się sny, złe samopoczucie i napięcie. Aż w końcu zaakceptowałam icaros, które zostały mi dane w prezencie przez rośliny i życie.
Po wielu sesjach, którym towarzyszyły wizualizacje i aktywacja ośrodków energetycznych manifestująca się na poziomie fizycznym odczuciem mrowienia i ciepła w każdym z nich, stale powtarzało się wyobrażenie figur geometrycznych o odmiennym kolorze w każdym z ośrodków, które jednocześnie odpowiadało formie naturalnej, symbolicznej i dźwiękowi samogłoski. Ale samogłosek nie było pięć, jak w naszym alfabecie, lecz
siedem, ponieważ doszły do nich litery "S" i "M". Zrozumiałam, że każdy ośrodek odpowiadał jednemu icaro - kluczowi, który został mi dany.
W przeciągu dwóch lat otrzymałam sześć icaros, w różnych odstępach czasowych, nie znając z góry ani zawartości, ani kolejności, zawsze w sposób nieoczekiwany, mimowolny, poprzez wizje, sny i półsny wspomagane przez diety i pracę rytualną z roślinami - nauczycielami. Pierwszy icaro odpowiada czakrze podstawy i związany jest z seksualnością. To litera "S" i mały, czerwony, ognisty wąż, który rozpoczyna swojąwspinaczkę (przebudzenie Kundalini?) pełzając powoli w kierunku brzucha, w formie trójwymiarowej, jakby ciało było przezroczyste. Ma związek z energią życiową i uzdrowicielską mocą ciała, wznoszącą się ku górze siłą ziemi, aż do słońca. Podczas gdy słucham icaro litery "S" śpiewanego przez małą kobietę - roślinę głosem tajemniczym, miękkim, przeciągającym SSS, jakby kładącym nacisk na pełzanie węża, widzę innych uczestników sesji ayahuaski z czerwonawym blaskiem u podstawy i chociaż głos wydobywa się z mojego wnętrza - nie jest moim głosem.
W porządku wznoszącym, druga czakra, poniżej pepka, odpowiada literze "M", którą wizualizuję jako solidną, konkretną, materialną, wspartą na ziemi. Czuję, że dźwiek musi wydobywać się z brzucha, kolebki instynktu, strachu, życia i śmierci. Dźwięk tych dwóch liter uaktywnia dwa pierwsze ośrodki będące związane z najbardziej podstawowymi impulsami. Przesuwając się ku górze, świecący, pomarańczowy filar z drugiej czakry staje się zielonkawy i zamienia się w drzewo, które rozpościera się hojnie na klatce piersiowej. Staję się wówczas świadoma mojego oddechu, przyjemnie obfitego. To litera "A", usta, które pozwalają zaczerpnąć powietrza, poszerzyćsię, rozciągnąć "drzewo oddechowe", otworzyć świadomość, wspomnienia i duszę.
Energia krążąca między ośrodkiem pod i nad pępkiem tworzy błyszczący łuk obracający się w płaszczyźnie poziomej i tworzący żółte słońce - słonecznik, który odpowiada splotowi słonecznemu. Wówczas aktywuje się ten ośrodek wraz ze swoim mechanizmem ochrony i zdolności dostąpienia głębokiego samopoznania wraz z radością i smutkiem, emocjami, uzdrowieniem i porozumiewaniem się bez słów w zakresie głębokich treści, tak głębokich jak dźwięk "U". Pokonując ten ośrodek, docieramy do litery "O", linii bez początku ani końca, wyobrażenia wiecznego, fundamentalnego cyklu, Ouroborosa, punktu serca. To jest miejsce, w którym zawiera się maksymalna moc uzdrowicielska, którą jest Miłość, przedstawiona jako fioletowe słońce. Tam też zamieszkuje intuicja. Litera "O" jest okręgiem zawierającym całą symbolikę dotyczącą
tego kształtu.
Litera "E" odpowiada czakrze czołowej. Daje nam szansę, aby "Słuchać", nie tylko jasno rozumieć dźwięk, lecz "Rozumieć" przesłanie, które przekazuje nam nasze ciało lub natura i wykorzystać je w jego maksymalnym wymiarze. W końcu docieramy do górnej czakry związanej z literą "I" - to Nieskończoność, Bezmiar, Wnętrze, Iluminacja... Odpowiedni icaro pomoże nam być w stanie "widzieć" wnętrze form z większą intensywnością i blaskiem i przede wszystkim - rozróżniać, dostrzegać ważność połączenia
wizerunku w jedną całość, w uniwersalną wizję. Widzieć w innym wymiarze innymi oczami, z większą przenikliwością i przeżywać w pełni każdą chwilę.
Wciąż nie skończyłam otrzymywać wszystkich icaros, nie wiem, czy otrzymam pełną serię, ani kiedy, ani co będzie potem. Nie wiem również jakie podświadome mechanizmy mogły wspomóc ten proces ani czy to naprawdę działa. Wyjście poza racjonalny schemat sprawia mi dużo wysiłku i muszę przyznać, że jest wiele ciekawych niewiadomych, które nie mają wytłumaczenia. Istnieje znajomość życia ukryta bardzo głęboko w każdym z nas, oddalona od naszej świadomości z winy nadużywania zewnętrznych bodźców i nieodpowiedniego traktowania naszego ciała. Jeśli stworzymy sprzyjające warunki, ta wiedza może wyłonić się w sposób nieoczekiwany, oświetlając drogę, której wcześniej nie widzieliśmy.
Rosa Giove
O autorce:
Rosa Giove jest lekarzem chirurgiem, absolwentką Uniwersytetu w Limie. Mieszka w Tarapoto, w środku amazońskiej dżungli. Jej mężem jest Jacques Mabit, również lekarz, założyciel organizacji "Lekarze bez Granic". Wspólnie prowadzą klinikę(Centro Takiwasi), gdzie leczą od uzależnień narkotykowych przy pomocy ayahuaski i innymi metodami związanymi z miejscową Medycyną Rodową.